Niedawno czytałam o pewnej kobiecie, chyba ze Stanów, która zawarła na facebooku dość niewybredną krytykę swego szefa. Jej szef okazał nawet poczucie humoru, ponieważ odpowiedział jej na facebooku, odnosząc się w dość rzeczowym stylu do poszczególnych zarzutów. Nie wiem, jakie były dalsze losy tej Pani, choć nie zdziwiłabym się, gdyby w końcu ją zwolnił.
Krytykowanie szefa w Internecie (zwłaszcza na portalach społecznościowych) coraz częściej skutkuje zwolnieniem z pracy. Pracownicy pochopnie wyrażają swoje opinie o decyzjach szefa, czy o jego cechach, niekiedy w sposób wulgarny lub agresywny, zapominając, że szef także korzysta z tych samych portali (ale jak tu odmówić, kiedy szef zaprasza nas do grona znajomych?…). Nie da się z góry osądzić, czy takie zwolnienie byłoby uzasadnione, a więc, czy pracownik miałby szanse wygrać sprawę w sądzie pracy. O tym wkrótce napiszę parę słów.

Nie zawsze jednak uświadamiamy sobie, że krytyka szefa, czy szerzej – pracodawcy, może stać się nie tylko przyczyną zwolnienia z pracy, ale także narazić zbyt gadatliwego pracownika na odpowiedzialność karną.

Dzieje się tak z tej prostej przyczyny, że cienka jest granica między uzasadnioną krytyką, a zniesławieniem, czy też znieważeniem. Gdy bezpodstawnie pomówimy przełożonego o takie cechy, które mogą poniżyć go w opinii publicznej (naruszyć jego dobre imię) lub które mogą narazić go na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, to może się okazać, że popełniamy przestępstwo zniesławienia. Przykład – publicznie i bez podstaw posądzamy szefa o to, że łamie przepisy kodeksu pracy albo okrada firmę. Aby uniknąć tu kary, pracownik musiałby wykazać różne okoliczności, zależne od tego, czy zniesławiał publicznie, czy prywatnie:

  • jeśli zarzut wobec szefa padł niepublicznie, np. w rozmowie z kolegą, to wystarczy, aby pracownik wykazał, że jego zarzut był prawdziwy,
  • jeśli jednak podobną opinię pracownik opublikował w Internecie (czyli ją upublicznił), wtedy obok wykazania prawdziwości zarzutu trzeba będzie dodatkowo udowodnić, że pracownik działał w obronie społecznie uzasadnionego interesu. W kontekście stosunków pracowniczych takim społecznie uzasadnionym interesem byłaby np. konieczność zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy pracowników lub zapobieganie dyskryminacji w zatrudnieniu.

Pracownik naraża się zresztą na karę nie tylko wtedy, gdy pomawia szefa, ale w ogóle – wypowiadając się niepochlebnie o swojej firmie. Pomawianym może być bowiem zarówno konkretna osoba, jak również grupa osób (np. zespół działu, zarząd), instytucja (np. samorządowa), osoba prawna (np. pracodawca), czy też inna jednostka organizacyjna, jak oddział, wydział itp.

Druga sytuacja, która może narazić pracownika na odpowiedzialność karną to znieważenie szefa (czy innej osoby w ramach firmy). Najczęściej zniewaga ma formę wypowiedzi słownej np. zniewagą będzie używanie słów wulgarnych lub epitetów. Może też być wyrażona w piśmie, np. zamieszczając na portalu społecznościowym posty o obraźliwej treści, czy za pomocą wizerunku (np. rysując karykaturę przełożonego).

Odmiennie, niż w przypadku zniesławienia, przestępstwo zniewagi dotyczy jedynie człowieka. Zniewaga jest bowiem przestępstwem skierowanym przeciwko godności osobistej człowieka, a zatem nie zakładu pracy jako instytucji.
A co z obrażaniem szefa jak nie widzi? Nie zwalnia to pracownika tak do końca z kary. Znieważenie może wystąpić nie tylko w obecności szefa, ale również pod jego nieobecność. Niemniej jednak, karalne jest znieważenie szefa pod jego nieobecność wtedy, kiedy ma ono charakter działania publicznego (np. umieszczenie wulgarnej opinii o szefie w Internecie) albo zamiarem pracownika jest, aby treść zniewagi dotarła do pracodawcy (np. korespondencyjnie). Oznacza to, że jeżeli pracownik nie miał takiego zamiaru, nie zostanie ukarany za niepubliczne znieważające wypowiedzi o swoim szefie. Dobrym przykładem jest tutaj znieważanie szefa np. wśród kolegów. Pracownik nie działa publicznie i jego zamiarem nie jest, aby to co mówi dotarło do szefa.

Nie oznacza to jednak, że pracownik zawsze poniesie karę za znieważanie szefa. Zarówno przestępstwo pomówienia, jak i przestępstwo zniewagi podlegają trybowi ścigania z oskarżenia prywatnego. Oznacza to, że jedynie od woli pokrzywdzonego szefa albo obrażanego kolegi i od jego inicjatywy będzie zależało wszczęcie postępowania karnego. Tylko szef jest bowiem w takiej sytuacji uprawniony do wniesienia aktu oskarżenia. Prokurator w tego rodzaju sprawach wszczyna postępowanie (albo wstępuje do postępowania już wszczętego) tylko wtedy, gdy wymaga tego interes społeczny, a jak można się łatwo domyśleć, używanie przez pracownika obraźliwych słów w stosunku do szefa nie godzi w dobro całego (lub części) społeczeństwa. Czyli jeżeli szef pracownikowi wybaczy i nie złoży aktu oskarżenia, nie ma mowy o karze.

Podsumowując, wprawdzie pracownik nie może być pozbawiony wolności wyrażania swoich opinii, w tym i krytyki w sprawach dotyczących chociażby organizacji pracy, ale jego prawo w tym zakresie nie jest nieograniczone.

Edyta Defańska

Edyta Defańska


edyta.defanska@dzp.pl

Jeden komentarz

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *