Czy ustawa o języku polskim jest przestrzegana w stosunkach pracy?

Kilka dni temu w Rzeczpospolitej ukazał się artykuł o nieprzestrzeganiu ustawy o języku polskim. Nie bez kozery w tekście wielokrotnie odwoływano się do prawa pracy, bowiem obok ochrony konsumentów jest to jeden z obszarów, gdzie ustawodawca narzucił obowiązek posługiwania się we wzajemnych relacjach językiem polskim. Za jego naruszenie grozi grzywna do 5 tys. złotych, jest to bowiem wykroczenie.

Niby zatem powinno być dobrze: jest i obowiązek i sankcja, jest nawet organ powołany do kontrolowania przestrzegania tegoż obowiązku, czyli inspekcja pracy. Tyle teoria. W praktyce zagęszczenie anglicyzmów na centymetr kwadratowy papieru jest tak duże, że ciśnie się na usta pytanie, czy w ogóle mamy jeszcze do czynienia z językiem polskim. W artykule mowa była o nazwach stanowisk i rzeczywiście tu wersje angielskie są na porządku dziennym. To pewnie dałoby się jakoś wytłumaczyć, zwłaszcza w korporacjach, a i menedżer został oficjalnie zaakceptowany. Co jednak powiedzieć o „promocji”, która zastąpiła „awans”, „drafcie” w miejsce staroświeckiego „projektu”, „polityce” zamiast niemodnego „regulaminu”, czy o zwyczajnie błędnym językowo „mitygowaniu ryzyka”, czy „dedykowaniu pracowników”… Włos się jeży, a pióru brak słów.

Jako użytkownik języka i jednocześnie prawnik zajmujący się prawem pracy chciałabym, aby to się zmieniło. Nie mam jednak złudzeń, że to nastąpi. Poddali się bez walki także sami inspektorzy pracy, którzy „nie przypominają sobie jednak, aby kiedykolwiek interweniowali w sprawie dokumentów pracowniczych sporządzonych niezgodnie z ustawą o języku polskim.” (cytat za Rzeczpospolitą).

Agata Mierzwa

Agata Mierzwa
Adwokat, Partner

agata.mierzwa@dzp.pl

komentarze 3

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *