Jak już na pewno zauważyliście, za nieco ponad miesiąc padną ostatnie bastiony: rynki pracy Niemiec, Austrii i Szwajcarii, a więc tych krajów, które zastosowały maksymalne 7 – letnie okresy przejściowe dla swobodnego zatrudniania Polaków. Wykorzystanie tej możliwości miało na celu przesunięcie w czasie otwarcia rynków pracy dla obywateli nowych państw członkowskich UE. Stare kraje UE tłumaczyły zastosowanie okresów przejściowych tym, iż chcą uchronić swoje rynki pracy przed potencjalnym ryzykiem, wynikającym z otwarcia granic, zniesieniem reglamentacji rynków pracy (czyt. zniesienia zezwoleń na pracę) i niekontrolowanym napływem taniej siły roboczej. Oczywiście najbardziej atrakcyjnym rynkiem pracy dla Polaków jest rynek niemiecki.

Warto zauważyć, iż pomimo tego, że nasz zachodni sąsiad zastosował najdłuższe okresy przejściowe, zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec 2008 roku spośród ponad 2, 2 miliona polskich emigrantów prawie pół miliona przebywało właśnie w Niemczech. O czym statystki GUS-u już nie mówią – częściowo podejmowali oni nielegalne zatrudnienie.
Natomiast od 4 maja 2011 roku każdy niezależnie od wieku, wykształcenia, znajomości języka i kwalifikacji będzie mógł aktywnie poszukiwać pracy na terenie Niemiec. Według doniesień prasowych najłatwiej o pracę będzie w centrum i na zachodzie Niemiec. Tam największe wzięcie będą mieć informatycy, inżynierowie, mechanicy, budowlańcy, pielęgniarki i opiekunki osób starszych, a także pracownicy branż hotelarskiej i usługowej. Jak ocenia Ursula von der Layen, minister pracy w rządzie niemieckim „W najbliższych 15 latach z niemieckiego rynku odejdzie 5 milionów zatrudnionych”. Sposobem na znalezienie rąk do pracy ma być kontrolowana emigracja obywateli innych państw członkowskich UE. W związku z tym na terenie Niemiec powstaje wiele programów edukacyjnych takich jak „Transnational-Dual”, w ramach którego poszukiwani są cudzoziemcy chętni do zdobycia kwalifikacji w różnych profesjach np. mechanika samochodowego, szwacza, tapicera, kucharza, pracownika restauracji czy pracownika hotelu. Jako że Niemcy z racji położenia geopolitycznego, są dla Polski kluczowym partnerem, zarówno w skali makro- jak i mikro-przedsiębiorstw, można przypuszczać, że emigracja zarobkowa do Niemiec, która nastąpi po 4 maja 2011 r. może znacząco przewyższyć skalę emigracji do Wielkiej Brytanii.

Niestety, zarówno w Niemczech jak i Austrii pojawiają się głosy przeciwne otwarciu dostępu do rynku pracy. Wiąże się to z obawą Niemców oraz Austriaków przed nagłym napływem taniej siły roboczej, która spowoduje obniżenie wynagrodzeń oraz wzrost zatrudnienia w tzw. „szarej strefie”. By temu zapobiec niemiecka partia postkomunistyczna oraz związki zawodowe postulują wprowadzenia płacy minimalnej we wszystkich branżach gospodarki w wysokości 8, 5 euro za godzinę. W Austrii z kolei, Heinz Christian Strache, szef Austriackiej Partia Wolności (FPO), bojkotuje wprowadzenie karty stałego pobytu, mającej ułatwić cudzoziemcom zatrudnienie i pobyt.

Trudno ocenić, jakie skutki może mieć fala migracji do Niemiec, Austrii czy Szwajcarii. Na pewno będzie to inny typ emigracji zarobkowej, niż ta skierowana głównie w stronę Wielkiej Brytanii, z którą zetknęliśmy się krótko po akcesji. Związane jest to głównie z tym, iż wcześniejsza fala emigracji zabrała z sobą ludzi młodych bez konkretnego fachu, a nowa mająca nadejść w maju skierowana będzie na fachowców oraz wysoko wykwalifikowanych specjalistów.

Ciekawy materiał na temat migracji: polecam biuletyn FISE nr 3/2010 pod redakcją dr Pawła Kaczmarczyka. Znajdziesz go pod tym linkiem.

Bogusław Kapłon

Bogusław Kapłon
Radca Prawny, Partner

boguslaw.kaplon@dzp.pl

Jeden komentarz

  1. praca w Niemczech oferty

    praca za granicą to dla wielu jedyna szansa na godne życie.Dobrze że istnieje tyle możliwości.

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *