Na naszym blogu stronimy od polityki, ponieważ staramy się na tyle obiektywnie, na ile umiemy, oceniać trudne sprawy z pozycji eksperckiej. Nawet bardzo gorące politycznie sprawy da się tak analizować – dlaczego więc nie zrobić tego z obecnym sporem „pieczątkowym” pomiędzy lekarzami a rządem?

Spór ten jest naszym zdaniem efektem źle przeprowadzonego przez rząd procesu konsultacji społecznych nad ustawą refundacyjną. Generalnie ich jakość w Polsce stoi na bardzo niskim poziomie, bo polska administracja często traktuje proces konsultacji jako uciążliwą formalność. Nie o formalności w konsultacjach jednak chodzi, a o zdobycie wiedzy, czy daną ustawę da się wprowadzić w życie w sposób zakładany przez rząd. Niechęć do konsultacji może wynikać z postawy „legislacyjnego macho”, któremu wydaje się, że zapytanie obywateli o radę jest objawem słabości. Tymczasem przykłady ze świata wskazują jednoznacznie, że porządnie skonsultowane prawo lepiej funkcjonuje, a ludzie, których ustawa dotyczy, łatwiej akceptują nowe rozwiązania, jeśli zostali włączeni w proces pracy nad nimi. Ten bardzo prosty psychologiczny mechanizm współuczestnictwa minimalizuje ryzyko konfrontacji pomiędzy regulatorem a regulowanymi. Jeżeli konsultacje prowadzone są niewłaściwie, to ryzyko takiej konfrontacji rośnie, bo nowe prawo jest traktowane jako ciało obce, coś narzuconego z zewnątrz.

Dlaczego twierdzimy, że konsultacje ustawy refundacyjnej nie zostały przeprowadzone prawidłowo? Wystarczy spojrzeć na daty – termin składania uwag do projektu ustawy mijał w sobotę, 9 października 2010, i mimo że zgłoszono tych uwag ogromną wręcz ilość (zajęły one 868 stron tekstu!), nowy projekt ustawy rzekomo uwzględniający te uwagi został opublikowany z datą 10 października 2010 r., a następnie został skierowany do Rady Ministrów 13 października 2010 r. Takie postępowanie jest lekceważeniem partnerów społecznych, którzy poświęcili wiele czasu, pieniędzy i wysiłku na skomentowanie projektu ustawy. Przykładowo, autorzy tego bloga przedstawili ponadstustronicową listę uwag, wśród których osobny rozdział poświęcony był złej konstrukcji kar przewidywanych w ustawie, a w konsekwencji ich niekonstytucyjności. Uwag podobnej treści było wiele, wśród nich przedstawione przez wybitne autorytety prawniczo-profesorskie. Nie da się utrzymać więc twierdzeń, że uwagi dotyczące problemu kar nie były rządowi sygnalizowane. Były sygnalizowane bardzo wyraźnie, ale zostały zignorowane.

W świetle powyższych faktów bardziej zrozumiałe jest to, że grupa społeczna, która jest obciążona – zdaniem wielu prawników, nadmiernie – nową ustawą, protestuje w momencie jej wejścia w życie. To efekt wczesniejszego braku wysłuchania przez władzę tych, których nowe prawo dotknie. W sytuacji takiego oporu nadal możliwe jest prowadzenie konsultacji, ponieważ ich potrzeba nigdy nie ustaje, także wtedy, gdy prawo już obowiązuje. W historii sporu pieczątkowego ponownie jednak pojawia się widmo „legislacyjnego macho”. Wypowiedzi przedstawicieli rządu wskazują, że nowe prawo refundacyjne powinno być wprowadzane argumentem siły, a nie siłą argumentu. Taki standard tworzenia prawa można by uznać za akceptowalny, gdyby Polska była krajem dziewiętnastowiecznym. Współcześnie rząd polski ma prawny obowiązek dogłębnego konsultowania prawa, wejścia w dialog i poszukiwania takich opcji rozwiązania problemu legislacyjnego, które nie powodują nadmiernych skutków ubocznych. A takim skutkiem jest protest lekarzy

Nie da więc nic zżymanie się polityków na lekarzy – trzeba wypić to piwo, które się nawarzyło, schować dumę do kieszeni i w przyszłości rzetelnie konsultować projekty ważnych ustaw.

prof. Marcin Matczak

prof. Marcin Matczak
Radca Prawny, Partner

marcin.matczak@dzp.pl

komentarzy 5

  1. Oczywiście, w tym co Pan twierdzi jest duzo racji. Ale niestety przemawia Pan jako trybun-lobbysta, bo jesli sie nie myle DZP jest wpisana na liste organizacji uprawiajacych lobbying. Prawda, konsultacje spoleczne sa konieczne by zagwarantowac skuteczne prawo. Jednakze w przypadku, gdy w gre wchodza miliardy na rzecz firm farmaceutycznych, a przecietny obywatel wie o lekach tyle o nic, z wyjatkiem tych ktore sam jest zmuszony brac, to o jakich konsultacjach tutaj mowa??? Z kim nalezy rozmawiac? Z lekarzami, którzy sa regularnie ‚motywowani’ przez te firmy? To absurd. Spoleczne konsultacje w tym przypadku oznaczalyby otwarcie pola manewru dla lobbystow wynajmowanych rpzez koncerny lekowe, w tym ‚autorytety prawniczo-profesorskie’.

    Z gola odmiennym tematem jest kwestia obciazenia lekarzy powinnosciami wynikajacymi z ustawy. Tutaj wina lezy gdzies po srodku. Z jednej strony rzad powinien dokonac informatyzacji danych lekow refundowanych i zautomatyzowac proces wypisywania recept (przyklad Wielkiej Brytanii). Z drugiej zas strony, lekarze to nie swiete krowy. W Polsce maja praktycznie znikoma odpowiedzialnosc zawodowa (w praktyce oczywiscie), pracy administracyjnej tez nie za wiele. Mimo to wynagradzani sa lepiej anizeli na zachodzie…

  2. dr hab. prof. UW Marcin Matczak

    Pana (Pani) komentarz dotyczy dwóch kwestii – mojego prawa do wypowiadania się w sprawach konsultacji społecznych oraz obciążenia lekarzy obowiązkami. Co do pierwszej kwestii, DZP jest wpisana na listę zawodowych lobbystów, bo szanujemy prawo, a ono wymaga takiego wpisu także od prawników, którzy przygotowują opinie prawne wykorzystywane przez ich klientów w procesie legislacyjnym. Wynika to z bardzo szerokiej definicji lobbingu w polskiej ustawie, obejmującej każde działanie na zlecenie osoby trzeciej, które może mieć wpływ na proces stanowienia prawa. Rozumiem, że Pana (Pani) zdaniem ten fakt ma nas pozbawić prawa zabierania głosu w sprawach, które uważamy za ważne i na których się znamy. Proponuję zatem rozważyć, czy wpis na listę zawodowych lobbystów powinien być równoznaczny z pozbawieniem praw publicznych. A tak poważnie – chciałbym, aby czytelnicy tego blogu prowadzili z nami dyskusję przy użyciu argumentów ad rem, nie zaś ad personam.

    Dalsza część Pana (Pani) uwag wskazuje na zupełne niezrozumienie idei konsultacji społecznych. Konsultować to nie znaczy uznawać racje tych, z którymi się konsultuje. Wytyczne oceny skutków regulacji Komisji Europejskiej wymagają, aby rząd w procesie konsultacji zebrał opinie, a następnie w uzasadnieniu ustawy wskazał, jakie głosy wpłynęły, jakie uwzględnił i dlaczego to zrobił oraz jakich nie uwzględnił, także ze wskazaniem podstaw dla takiej decyzji. Wymóg ten jest notorycznie lekceważony przez polski Rząd, a skutki właśnie widzimy. Proszę się do tego odnieść. Proszę także skomentować zlekceważenie przez Rząd tych 868 stron uwag. Czy wszystkie były napisane przez lobbystów? Popiera Pan (Pani) syndrom oblężonej twierdzy, zgodnie z którym jedynym sprawiedliwym jest rząd, a wszyscy tylko czekają, aby ten rząd oszukać. To jest moim zdaniem podejście paranoiczne, a jednocześnie bardzo wygodne, bo dające prawo do lekceważenia wszelkich głosów krytycznych.

    Co do drugiej kwestii – nie uważam, żeby ustawowa regulacja refundacji była dobrym miejscem dla dziejowego rozliczenia się z lekarzami, którzy, zgodnie z Pana (Pani) opinią, za dużo zarabiają, a za mało pracują. Nie staję także wcale w obronie lekarzy. Stwierdzam po prostu fakt – tak poważny opór społeczny przed reformą jest dowodem na błąd w jej wdrożeniu, a za wdrożenie odpowiada rząd. Narzędziem uniknięcia takiego problemu, i nienarażania zdrowia pacjentów, są konsultacje społeczne, których w przypadku ustawy refundacyjnej nie było, a które teraz są przez rząd naprędce i to w sytuacji kryzysowej przeprowadzane. Jest to skrajnie nieprofesjonalne i nieodpowiedzialne podejście.

  3. Wysnuwaja Panstwo bardzo błędne wnioski z mojej wypowiedzi.

    1. Nigdzie nie wskazalem, ze podmiot wpisany na liste lobbystow nie ma prawa glosu. Sens mojej wypowiedzi wskazywal na prosta prawidlowosc, iz lobbysta oponuje za zmianami korzystnymi dla jego klienta. W przeciwnym wypadku Panstwo dzialaliby jako organizacja pozytku spolecznego. Nikt tez nie podwazal Panstwa wiedzy. Logiczne bowiem jest, by forsowac konieczne zmiany w prawie, trzeba je znac na wskros, chociazby by moc eliminowac jego ‚mankamenty.’ Stad, zdziwiony jestem zakresem wnioskow i Panstwa rozumowaniem mojego wpisu.

    2. Trudno nie poslugiwac sie argumentami ad personam skoro komentuje sie wpis autora. Co w tym niezwyklego/zdroznego?

    3. W odniesieniu do pozbawienia praw publicznych lobbystow to bardzo zle Pan rozumie. W ogole nie wiem na jakiej podstawie Pan wysnul taki wniosek. Rozumiem, ze to taka technika wypowiedzi, co poniekad wynika z typu Panstwa pracy, ale to tani chwyt.

    4. Proces konsultacji spolecznych jest mi znany. Jestem otwarty na polemike.

    5. Skad Pan wie co ja popieram? Znow imputuje mi Pan cos czego nie stwierdzilem. Nikt z lekarzami nie chce sie rozprawiac. Jasno zaznczylem, ze prawda jest gdzies po srodku. Wiec wychodzac z tym ‚dziejowym rozliczeniem lekarzy’ znowu Pan koloryzuje moja wypowiedz. A to ze duzo zarabiaja mi nie przeszkadza, bo sobie na to zasluzyli ciezka praca. Przeszkadza mi natomiast to, iz zarabiajac tak duzo, chca uchylic sie od drobnych obowiazkow administracyjnych i buduja tak nieuzasadniony opor.

    Poddawalbym rowniez pod watpliwosc to czy staje Pan w obronie lekarzy. Wywodzi sie Pan ze srodowiska lekarskiego. Czyz nie?

    Milego dnia zycze i pozdrawiam

    • dr hab. prof. UW Marcin Matczak

      Drogi Marzycielu,
      przede wszystkim przepraszam, że tak późno odpowiadam na Pana komentarz – uruchomienie portalu dla aptek zaabsorbowało nas tak bardzo, że na aktywność blogową zabrakło czasu. Odpowiadając na Pana uwagi: twierdzenie, że odmawia Pan prawa wypowiedzi „lobbystom” nie było naszą twórczą interpretacją Pana wypowiedzi, ale było oparte wyłącznie na analizie Pańskiego komentarza, w którym czytamy: „Oczywiście, w tym co Pan twierdzi jest dużo racji. Ale niestety przemawia Pan jako trybun-lobbysta..” Takie zdanie oznacza: „może i przedstawione argumenty są sensowne, ale nie warto ich rozważać, bo wypowiada je lobbysta”. Nie da się inaczej zinterpretować takiego zdania, bo spójnik „ale” ma w języku polskim właśnie takie znaczenie – przeciwstawienie kolejnego zdania temu poprzedniemu. Co do pozbawiania praw publicznych lobbystów to jest to oczywiście chwyt retoryczny, a nie interpretacja Pana wypowiedzi. Natomiast absolutnie nie przekonuje mnie twierdzenie, że komentarz na blogu z definicji musi być argumentem ad personam. Wolałbym, żeby jednak dyskutował Pan z argumentami. Niestety, tego Pan nie robi, ponieważ oprócz stwierdzenia, że na polemikę jest Pan otwarty, nie ma w Pana ostatnim wpisie żadnej odpowiedzi na moje twierdzenie, że rząd fatalnie przeprowadził konsultacje społeczne w sprawie ustawy refundacyjnej. I na koniec – nie jestem w żaden znany mi sposób powiązany ze środowiskiem lekarskim, ani osobiście, ani zawodowo, oprócz tego, że jestem jednym z pełnomocników NIL w postępowaniu przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie niekonstytucyjności ustawy koszykowej. Nie wiem jednak, jak miałoby to wpływać na moje zdanie w sprawie konsultacji społecznych ustawy refundacyjnej.
      Pozdrawiam serdecznie

  4. Drodzy Panowie,

    krotko i do rzeczy:

    1. Panstwa analiza nietrafnie rozszyfrowywuje znaczenie mojej wypowiedzi. Aczkolwiek, niestety, zdanie lobbysty nalezy traktowac jako poglad nieobiektywny, co bezposrednio wynika z roli i funkcji jako on pelni. Lobbysci przeciez nie lobbuja za darmo i w pelnej zgodnosci z sumieniem. ‚Ale’, jako spojnik przeciwstawny (ku scislosci ‚ale’ moze rowniez wystepowac jako spojnik laczny np. Nie tylko byłem w USA, ale nawet mieszkałem w Chicago.), wcale nie narzuca sensu do jakiego Panstwo nawiazuja.

    2. Odnosnie argumentow ad personam mamy inne zdanie i nie musimy sie w tym zakresie zgadzac. Stad, z calym szacunkiem, nie jestem przejety tym co Pan by wolal.

    3. Argument o mojej znajomosci idei konsultacji byl argumentem ad personam. Czyz nie?:) Wyrazilem wiec gotowosc do dyskusji na temat mojej wiedzy na ten temat. (Moze to zabrzmi trywialnie, ale wypacanie obszernego elaboratu nt. tego co mysle o konsultacjach społeczenych w sprawie ustawy refunadycjnej, w dodatku na blogu cieszacym sie niska poczytnoscia, traktowalbym jako strate czasu. Nie dosc, ze musialbym dokonac holistycznej analizy problemu, to jeszcze wazyc kazde slowo, by utrudnic Panstwu budowe kontrargumentow w oparciu o moje niedopowiedzienia. Nadto, nikt by mi za to nie zaplacil.)

    4. Argument o zwiazkach ze srodowiskiem lekarskim tyczy sie Pana Barczentewicza (Czy Fundacja Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II mowi cos Panstwu?). Skoro jego zdjecie sluzy za avatar, mniemam ze ‚cieta riposta’ pochodzi od niego. Chyba, ze Pan mec.Matczak chcial sie wirtualnie odmlodzic:)

    Pozdrawiam cieplo

Komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *