01.03.2019

Rozmowa z Ryanem Sullivanem, żużlowym mistrzem świata

DZP 25: Co zmotywowało Pana do kontynuowania walki z polskimi organami podatkowymi pomimo negatywnej decyzji podatkowej i niekorzystnych orzeczeń sądów administracyjnych wydanych w podobnych sprawach?

Ryan Sullivan: Na początku poczułem, że jestem zmuszony z tym walczyć.  Przecież osiedliłem się w Polsce, tutaj właśnie się ożeniłem i nie mogłem po prostu odpuścić. Czułem, że moje działania są słuszne. Przecież nie oszukiwałem. Byłem prawdopodobnie jednym z niewielu obcokrajowców płacących podatek w kraju, taki sam, jak każdy inny jeździec. Czułem się, jakbym był piętnowany za  działanie zgodne z prawem. Przecież nie można po prostu pozwolić na niesłuszne traktowanie za działanie zgodne z prawem.

Ta walka trwała długo. Czy miałeś jakieś wątpliwości w trakcie sporu z organami podatkowymi?

 Tak, wiele razy. Najbardziej chciałem by to się po prostu skończyło, bo ciągnęło się w nieskończoność. Zresztą po dwóch latach wyprowadziliśmy się z rodziną z Polski. Zacząłem płacić podatki gdzie indziej, bo nie chciałem pozostawać w niepewnych okolicznościach w kraju. Polski system podatkowy i rząd na tym straciły.

Czy pamiętasz jakieś punkty zwrotne, które pojawiły się w trakcie sporu podatkowego?

Miałem nadzieję, że jak w przypadku każdego procesu sądowego, że odniesiemy sukces w pierwszej instancji. Ale nigdy nie myślałem, że potrwa to tak długo. Było kilka punktów zwrotnych, jak decyzja Ministra Finansów. Początkowo zdawało się, że był po naszej stronie, ale podjął kolejną decyzję, w której już odmawiał zastosowania korzystnego opodatkowania.

Czy twój stosunek do walki brał się z tego, ze jako profesjonalny sportowiec masz w sobie ducha rywalizacji?

Można tak powiedzieć. Na początku po prostu chciałem walczyć, choć myślałem, ze nie potrwa to dłużej niż rok. Potem chodziło o coś jeszcze. O prawdę i udowodnienie, że miałem rację.

Czy byłbyś w stanie porównać ten spór z jakimkolwiek udziałem w zawodach, w którym brałeś udział, w przeszłości?

Nigdy nie uczestniczyłem w tak długich zawodach sportowych

Racja, prawie sześć lat minęło od pierwszej decyzji do dnia, kiedy szef urzędu skarbowego przyznał, że masz rację. Czy spór z polskimi organami podatkowymi wpłynął na twoje życie i karierę?

Tak, bez wątpienia. Na początku sporu rozmawiałem z wieloma prawnikami z Polski i wszyscy mi mówili, że najprostszym sposobem będzie przerzucić ciężar sporu na mój klub sportowy. Jednak uważam, że to by było nieuczciwe. Mamy takie powiedzenie po angielsku: „nie gryziesz ręki, która cię karmi”. Przerzucenie sporu na klub nie byłoby właściwe. Niestety, ani Polski Związek Motorowy, ani nikt inny nie chciał nam pomóc.

Czy pamiętasz moment, kiedy Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie, po pięciu latach sporu, podjął korzystną dla ciebie uchwałę?

Tak, tak, pamiętam, byłem wtedy w Australii. Wiedziałem, co się dzieje i przed wyrokiem byłem dość niespokojny.  Potem byłem bardzo szczęśliwy, że sprawa się wreszcie skończyła. Czułem wielką ulgę, że udało się zakończyć sprawę w polskim sądzie. W razie negatywnego wyroku zastanawialiśmy się nad kontynuacją sporu na szczeblu Unii Europejskiej, ale to byłoby długotrwałe. 

Co według Ciebie zdecydowało o wygranej?

Myślę, że fakt iż postępowaliśmy słusznie. Władze mogą, bo mają trochę władzy i kontroli, delikatnie manipulować systemem na swoją korzyść. Ale koniec końców, jeśli wszystkie warunki są spełnione, muszą przyznać, że mamy rację.   

Czy  byłeś świadomy faktu, że twoja walka może być kluczowa dla innych zawodowych sportowców? 

Wiedziałem, że jeśli mi się uda, wszyscy będą z tego czerpać korzyści. Szkoda, że wszystko zostało na moich barkach, a ja nie otrzymałem żadnej pomocy, a przecież w zasadzie wszyscy inni mieli czerpać korzyści z mojego sukcesu. Zacząłem więc szukać prawnika, który mógłby mnie reprezentować. Spotkaliśmy się z wami i w porównaniu z innymi kancelariami poczułem się najbardziej komfortowo. Wielu prawników w Polsce nie mówi po angielsku, a dla mnie kluczowe było, by móc się swobodnie porozumiewać. Kancelaria DZP spełniała ten warunek. W wyborze kancelarii DZP znaczenie miała również komunikatywność prawników, umiejętność zbudowania relacji i zaufania.  

Czy po wygranej otrzymałeś gratulacje od branży  sportowej lub od innych sportowców?

Nie było gratulacji od nikogo. Ani od klubu, ani od jeźdźców, ani od PZM, ani od żadnej innej osoby z branży sportowej. Rozumiem, że reprezentowałem siebie i miałem z tego korzyści. Chyba inni nie docenili, że dostają dla siebie za darmo moje zwycięstwo

To bardzo smutne.

Było mi trochę smutno, ale mimo wszystko czułem się szczęśliwy. Mogłem wreszcie odetchnąć z ulgą. To wspaniałe uczucie, gdy wiem, że osiągnąłem coś nie tylko w  sporcie, ale też w innej dziedzinie. Choć nie przypuszczałem, ze odniosę sukces w sporze sądowym.

Rozmawiali Paweł Suchocki i Artur Nowak.